Czy redystrybucja ziemi w RPA wpłynie na grunty komunalne?

Przyjęty przez administrację i parlament RPA plan redystrybucji ziemi wywołały wielkie kontrowersje. Decyzja parlamentu poparta przez nowego prezydenta narusza status quo, ugruntowane po upadku systemu apartheidu i utwierdzone przez ponad 25-letnią kontynuację.

ramaphosa i goodwill

Po śmierci Nelsona Mandeli rząd i parlamentarzyści obecnej kadencji zadecydowali o parcelacji gruntów należących do dużych właścicieli ziemskich. Decyzja uderzy bezpośrednio w białych mieszkańców RPA, których duża własność ziemska najczęściej powstała lub została utwierdzona w okresie kolonialnym lub w czasach apartheidu. Zdaniem rzeczników parcelacji gruntów ten projekt społeczno-gospodarczy przysłuży się przywróceniu historycznej sprawiedliwości i bardziej proporcjonalnemu rozłożeniu własności ziemskiej, której większość wciąż znajduje się w rękach białej mniejszości. Przeciwnicy podziału gruntów postrzegają ten zamiar jako niebezpieczną rewindykację, która nie tylko nie poprawi, ale pogorszy sytuację społeczno-gospodarczą w RPA. Oskarżają inicjatorów i zwolenników projektu o motywacje podszyte rasizmem i zazdrością wobec ludności białej. W okresie dyskusji nad projektem o redystrybucji o parcelacji gruntów i jego uchwaleniu doszło do szeregu ataków uzbrojonych band na białych właścicieli, a nawet samosądów, przypominających zdaniem niektórych komentatorów obrazki z kierunkowo podobnej parcelacji jaka miała miejsce przed dwoma dekadami w Zimbabwe. Samosądy potępione zostały przez prezydenta RPA, Cecila Ramaphosę.

Projekt o parcelacji gruntów w RPA siłą rzeczy przywołuje do życia i kieruje myśli ku niezabliźnionemu konfliktowi i poczuciu krzywd z czasów apartheidu. Plany redystrybucji ziemi w RPA dotykają jednak także innych obszarów. Na celowniku znalazły się również wielkie grunty tradycyjnych ziem komunalnych znajdujące się pod samorządną administracją lokalnych grup etnicznych tworzących w czasach kolonialnych i przedkolonialnych zręby własnej państwowości. Chcąc rozładować napięcie wzrastające wokół tego problemu,  w piątek 13 lipca 2018 roku, prezydent Cecil Ramaphosa powiedział, że redystrybucja ziemi w RPA nie wpłynie na grunty komunalne kontrolowane przez wodzów plemiennych.

Dwa dni wcześniej, król Zulusów, Goodwill Zwelithini ostrzegł przed prawdopodobieństwem wybuchu przemocy, jeśli państwo będzie próbowało negocjować w tej sprawie wokół ziem komunalnych, stanowiących 13 procent powierzchni Republiki Południowej Afryki. Obecnie trwają publiczne przesłuchania w celu oceny poparcia dla redystrybucji gruntów, propozycji polityki popieranej przez rządzący Afrykański Kongres Narodowy (ANC), który będzie musiał zmienić zapisy konstytucji, by umożliwić wywłaszczenia ziemi bez rekompensaty. Niektórzy członkowie ANC chcieli również, aby projekt miał również zastosowanie dla terenów plemiennych, tak aby zapewnić ludziom żyjącym na takich obszarach indywidualną własność ziemi. Przyjęcie takiego rozwiązania osłabiłoby pozycję tradycyjnych przywódców,  twierdzących, że są opiekunami ziemi, która była komunalna jeszcze zanim Europejczycy pojawili się na afrykańskiej scenie.

„Nie jest zamiarem rządu przyjście i odebranie ziemi społecznościom wiejskim, znajdującym się pod kontrolą tradycyjnych przywódców” – przekonuje Ramaphosa. Władze plemienne kontrolują dostęp do zasobów na tradycyjnych gruntach, w tym decydują o prowadzeniu gospodarstw przez konkretne osoby na określonych gruntach, a także negocjują umowy z przedsiębiorstwami, w tym firmami górniczymi.

Władze plemienne kilkukrotnie ostrzegały ANC by trzymał ręce „na swoich ziemiach”. Podkreślały również, że rząd nie tknie ziemi znajdujących się pod zarządem Ingonyama Trust, który jest skutecznie kontrolowany przez króla Zwelithini. Ingoyama Trust to korporacyjna organizacja utworzona w celu zarządzania gruntami tradycyjnie należących do ludu Zulusów.  „Nie mamy zamiaru iść po ziemię, która jest pod zarządem Ingonyama Trust, nasz program redystrybucji ziemi i reformy rolnej będzie postępował zgodnie z procesem konstytucyjnym” – uspakaja Ramaphosa i dodaje, że ma zamiar spotkać się z „Jego Królewską Mością, aby zająć się tą sprawą, tak aby wszelkie lęki, które on i naród Zulu mają, zostały całkowicie rozwiane”. Zwelithini dał wcześniej jasno do zrozumienia, że zamach na ziemie komunalne wywoła ciężki konflikt, mówiąc, że „będzie to drugie starcie” o ziemię, po pierwszym, którym była XIX-wieczna wojna angielsko-zuluska.

Autorstwo: Damian Żuchowski
Na podstawie: Ewn.co.zaPoliticalAnalysis.co.zaLiberianNetwork.wordpress.com 

Zdjęcie: allafrica.com

Artykuł ukazał się także na wolnemedia.net

Reklamy
Opublikowano Afryka | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Zamachowiec chroniony przez służby i rządy USA zmarł jako wolny człowiek

Były pracownik CIA, Luis Posada Carriles, poszukiwany przez Kubę i Wenezuelę za zamachy i ataki terrorystyczne, zmarł 23 maja 2018 roku w Miami, w amerykańskim stanie Floryda. Bill Weinberg, redaktor witryny „Countervortex”, wcześniej znanej jako „World War 4” zwraca uwagę na sprzeczny język w jakim amerykańska i latynoamerykańska prasa opisuje zmarłego 90-latka. W wiadomościach o jego śmierci „Miami Herald” pisze o Carrilesie jako „bojowniku”, wenezuelska TeleSur mówi o nim bardziej otwarcie i przewidywalnie jako o „terroryście”. Na najbardziej „ekstremalną perwersję” miało zdaniem Weinberga pozwolić sobie BBC, która nazwała go „aktywistą”.

Po rewolucji socjalistycznej na Kubie w 1959 roku, dobrze sytuowana rodzina Carrilesów ucierpiała, a on sam wygnany przez „nowy porządek” poświęcił życie zbrojnej działalności kontrrewolucyjnej. Carriles był poszukiwany przez Kubę za ataki przy użyciu bomb na hotele w Hawanie, a także przez Wenezuelę za zamach na kubański samolot cywilny w 1976 roku, w wyniku którego zginęły 73 osoby. Kolejne administracje Stanów Zjednoczonych odmawiały ekstradycji Carrilesa, a on od lat mieszkał w rejonie Miami. W 2014 roku nie niepokojony senior otrzymał nawet medal przyznany mu przez Cuban History Academy na Miami Dade College. Chociaż Carriles miał pewne problemy prawne, po tym jak został oskarżony o okłamywanie urzędników imigracyjnych z USA, po kilku latach został uniewinniony.  Resztę swojego życia spędził w komfortowych warunkach na Florydzie. Niechęć dla jego ekstradycji często tłumaczono niebezpieczeństwem jakie czyhało na niego na Kubie i w Wenezueli; mimo to nigdy nie pokuszono się o zarzuty, wyrok i ulokowanie go w placówce penitencjarnej na terenie Stanów Zjednoczonych za liczne zamachy i ataki terrorystyczne potwierdzane chociażby w tajnych notach FBI i CIA.

Od momentu opuszczenia Kuby, Luis Posada Carriles, zwany „ojcem chrzestnym kubańskiej przemocy na uchodźctwie” zaangażowany był w skrytobójcze i najczarniejsze ataki prowadzone przez władze Stanów Zjednoczonych oraz prawicowe dyktatury i oligarchie w Ameryce Łacińskiej. Według niego samego, jedyne co robił, to walczył po prostu o wolność Kuby.

Posada Carriles zaangażowany był we wspieraną przez amerykański wywiad nieudaną operację w Zatoce Świń w 1961 roku, która miała obalić Fidela Castro. Później współpracował przy szeregu porwań, tortur i zniknięć, które weszły do kanonu Operacji Kondor. Archiwa terroru Carrilesa wiążą go z działaniami wymierzonymi w działaczy lewicowych na terytorium Peru, Kolumbii i Wenezueli. Carriles był prawdopodobnie obecny także na spotkaniu, na którym zadecydowano o zamachu na życie Orlando Leteliera, byłego ministra w rządzie chilijskiego prezydenta Salvadora Allende. Letelier zginął wraz ze swoim asystentem w zamachu bombowym na ulicach Waszyngtonu, stolicy USA. Sam Carriles później, za czasów administracji Ronalda Reagana stał się ważnym amerykańskim kontaktem i aktywem operacyjnym w Ameryce Środkowej. Amerykański rząd prowadził w tamtym czasie półtajną walkę z lewicowym rządem sandinistów w Nikaragui poprzez tworzenie i finansowanie rebeliantów Contras, prowadzących bezpardonowe operacje wymierzone w cywilów, obfitujące w pozasądowe mordy, palenie wsi i tortury. Posada Carriles otrzymywał w tamtym czasie 3 tysiące dolarów miesięcznie od generała Richarda Secorda, za nadzorowanie ruchu zaopatrzeniowego dla Contras w Nikaragui.

Najbardziej uderzającym jest jego bezpośredni związek z atakiem na samolot cywilny Douglas DC-8 wykonujący lot 455 dla kubańskich linii lotniczych. Raport FBI przypisuje Carrilesowi Posadzie uczestnictwo w dwóch spotkaniach w Caracas w towarzystwie Moralesa Navarrete i Franka Castro, w trakcie których zapadła kluczowa decyzja o terrorystycznym strąceniu samolotu. Lot z punktem startowym na Barbadosie miał zakończyć się na Jamajce. 6 października 1976 roku dwie bomby zegarowe usadowione na pokładzie samolotu eksplodowały zabijając wszystkie 73 osoby znajdujące się na pokładzie.

Opracowanie: Damian Żuchowski
Artykuł ukazał się także na: Wolnemedia.net

TEKSTY ŹRÓDŁOWE:

https://www.bbc.com/news/world-latin-america-44226647

https://countervortex.org/node/15967

https://www.telesurtv.net/english/news/Terrorist-Luis-Posada-Carriles-Dies-at-90-20180523-0008.html

http://www.miamiherald.com/news/nation-world/world/americas/cuba/article211726514.html

https://www.esquire.com/news-politics/politics/a20888705/luis-posada-carriles-dead-cia-terrorist/

https://nsarchive.gwu.edu/news/cuba/2018-05-23/luis-posada-carriles-cia-created-frankenstein-dies-90

Opublikowano Ameryka Północna, Ameryka Południowa, Ameryka Środkowa i Karaiby, Prawa Człowieka, Wojna i Przemoc | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Tragedia Jemenu i kolacja w Luwrze z obrazem Delacroixa w tle

Na początku kwietnia dziesięć organizacji humanitarnych i organizacji praw człowieka zaapelowało do prezydenta Francji, Emmanuela Macrona, aby poruszył kwestię łamania praw człowieka i bombardowań Jemenu podczas jego spotkania z saudyjskim księciem Mohammedem bin Salmanem do którego doszło we Francji między 8 a 10 kwietnia 2018 roku. Odezwa skierowana do Macrona zwracała szczególną uwagę na nielegalne ataki na cywilów w Jemenie, na konieczność faktycznego zniesienia blokady na import towarów humanitarnych i handlowych do tego kraju, jak również przerwanie trwającego w nim kryzysu humanitarnego.

JEMEN LUWR

Mohammed bin Salman, syn obecnego króla Arabii Saudyjskiej i spodziewany jego następca, po ostatnich ograniczonych reformach w Arabii Saudyjskiej, które między innymi umożliwiły kobietom prowadzenie samochodu, promowany jest, zwłaszcza na Zachodzie, jako reformator. Ten sam książę bin Salman pełniąc funkcję ministra obrony odgrywa pierwszoplanową rolę w wojnie prowadzonej w Jemenie od 3 lat przez koalicję krajów arabskich, kierowaną przez Arabię Saudyjską. Według Jemen Data Project od marca 2015 roku Jemen odnotował ponad 16000 ataków powietrznych ze strony koalicji, co stanowi odpowiednik jednego bombardowania co 90 minut. Według Urzędu Wysokiego Komisarza ONZ ds. Praw Człowieka na przestrzeni 3 lat w Jemenie mogło zginąć 6100 cywilów, a 9683 zostało rannych. Ogólna liczba ofiar śmiertelnych w Jemenie to jednak nie mniej niż 10 tys. ludzi. Trwający konflikt pogorszył już i tak krytyczną sytuację w tym kraju czyniąc z niego scenę jednego z najgorszych na świecie kryzysów humanitarnych. Prawie czterech na pięciu Jemeńczyków wśród 22-milionowej populacji kraju, zależy od pomocy humanitarnej, z czego 8,4 miliona ludzi jest zagrożonych głodem. Katastrofa humanitarna pogłębia się wskutek blokad portów i lotnisk narzuconych przez Arabię Saudyjską.

Organizacje, które wystosowały apel do Emmanuela Macrona twierdzą, że francuski prezydent „powinien umieścić Jemen w centrum swoich dyskusji z Mohammedem bin Salmanem, gdy ten przyjedzie do Francji” i dodają, że „Francja ma obowiązek chronić ludność cywilną Jemenu, a jako stały członek Rady Bezpieczeństwa ONZ powinna zrobić wszystko, co w jej mocy, aby zażądać od Arabii Saudyjskiej przestrzegania międzynarodowych zobowiązań i zaprzestania ataków na cele cywilne w Jemenie. Jako ważny dostawca broni dla Arabii Saudyjskiej Francuzi muszą chronić się przed ryzykiem współudziału w poważnych naruszeniach praw człowieka i prawa międzynarodowego popełnianych przez koalicję”.

Wśród sygnatariuszy apelu znalazły się m.in.: Akcja Chrześcijan na rzecz Zniesienia Tortur (ACAT), Międzynarodowy Sojusz na Rzecz Obrony Praw i Wolności (AIDL), Amnesty International France, FIDH, Human Rights Watch, Lekarze Świata i Reporterzy bez Granic.

Wizyta we Francji saudyjskiego księcia była częścią tygodniowej podróży, w tym do Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Egiptu, w trakcie których zabiegał on o nowe kontrakty, jak i podpisał szereg umów opiewających na wielomilionowe sumy. Trzydniowy pobyt we Francji Mohammeda bin Salmana zabezpieczył ostatecznie 19 projektów umów między francuskimi i saudyjskimi firmami o łącznej sumie 18 mld dolarów. Zgodnie z oświadczeniem francusko-saudyjskiego forum biznesowego porozumienie obejmuje sektory przemysłowe, w tym petrochemiczne i uzdatniania wody, a także turystykę, kulturę, zdrowie i rolnictwo. Przy okazji dwustronnego spotkania saudyjska spółka naftowa Aramco oraz francuski koncern naftowy Total, ogłosiły transakcję o wartości 9 mld dolarów, która umożliwi budowę kompleksu petrochemicznego w Jabail w Arabii Saudyjskiej.

Saudyjski książę i minister obrony poparł izraelskie prawo do ziemi. Francuski prezydent ogłosił, że pod koniec 2018 roku uda się do stolicy Arabii Saudyjskiej, Rijadu, aby podpisać umowy. Emmanuel Macron twierdząc, że obie strony „zgodziły się na konieczność reakcji na atak chemiczny w syryjskim mieście Douma” dodał, że panuje między nimi zgoda także w kwestii „ograniczenia aktywności balistycznej i ekspansjonizmu w regionie ze strony Iranu”. Ostatnia deklaracja oznacza przeorientowanie polityki Macrona, który wcześniej był łączony z zaangażowaniem w irańską umowę nuklearną z 2015 roku teraz otwarcie dewaluowaną przez nową administrację USA pod wodzą Donalda Trumpa.

Nieznaczny gest wykonany w sprawie Jemenu przejawił się w zaniepokojeniu sytuacją humanitarną w tym kraju, wyrażonym przez francuskiego prezydenta. „Nadal będziemy bardzo czujni w tej kwestii. Jest oczywiste, że nie będziemy tolerowali żadnych działań balistycznych, które zagrażają Arabii Saudyjskiej” – zapewnił Macron. Więcej niż autentycznej dyskusji nad sprawami ciężkiego kalibru podczas spotkania saudyjsko-francuskiego poświęcono pełnej blichtru oprawie.

Najpełniej w sensie symbolicznym przejawiła się ona w postaci wystawnych posiłków dla księcia: uroczystej kolacji w Pałacu Elizejskim oraz prywatnej kolacji w Luwrze. Urzędnicy Pałacu Elizejskiego zauważyli, że posiłek w Luwrze zbiegł się w czasie z trwającą tam wielką wystawą XIX-wiecznego francuskiego malarza Eugène’a Delacroix, najbardziej znanego jako autora obrazu „Wolność wiodąca lud na barykady” („La Liberté guidant le peuple”). Przedstawia ona Paryżan podczas „Trzech Chwalebnych Dni” w lipcu 1830 roku, prowadzonych na barykady przez wolność spersonifikowaną w postaci kobiety z obnażoną piersią. Mając na uwadze to, że Arabia Saudyjska przoduje w ograniczaniu swobód politycznych, religijnych i społecznych, próba uwiedzenia saudyjskiego księcia tą aranżacją miała przesłanie obosieczne. Jakkolwiek Mohammed bin Salman jest kojarzony z reformami, nakierowanymi na „modernizację” swojego kraju i uniezależnieniem go od ropy naftowej, pozwolenie kobietom na prowadzenie samochodów czy otwieranie kin, to ledwie wpuszczenie snopu światła wobec luminarza i propagatora oświecenia, jakim w dniu swojego zwycięstwa wyborczego, mianował się Emmanuel Macron, stojący w cieniu Luwru i wzniesionej tuż obok piramidy.

Tymczasem Arabia Saudyjska wciąż znajduje się w czołówce krajów najczęściej stosujących karę śmierci – zauważa przedstawicielka francuskiego oddziału Human Rights Watch, Bénédicte Jeannerod. I to nie tylko wobec powszechnie potępianych przestępstw kryminalnych, ale także wobec swoich oponentów politycznych i propagatorów nie wahabickich wartości społecznych i moralnych. Równolegle przyczynia się do utrzymywania i zaogniania wojen domowych oraz kryjących się pod ich powłoką, wojen zastępczych w regionie Bliskiego Wschodu i Lewantu. Syria i Jemen, zarówno za sprawą otwartych działań, jak i niejawnych transferów finansowych dla walczących grup, także ze strony saudyjskich prominentów życia publicznego, zdecydowanie bardziej przypomina obecnie ostrzeliwany z artylerii Paryż w dniach Komuny Paryskiej roku 1871, niż zwycięskie paryskie barykady roku 1830. Jedyna zbieżność z dzisiejszym przypadkiem saudyjskim pozostaje taka, że ostatecznie „Trzy Chwalebne Dni” wyniosły wówczas do władzy monarchię. O ile monarchia lipcowa w Paryżu była mimo wszystko monarchią konstytucyjną, to w Rijadzie Saudowie wciąż rządzą z wyżyn absolutyzmu.

Kompilacja i komentarz: Damian Żuchowski
Na podstawie: HRW.org, AlJazeera.com, Telegraph.co.uk [1], [2], Liberation.fr

Opublikowano Azja, Europa, Prawa Człowieka, ustrój, Wojna i Przemoc | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Czy Novartis stosuje strategię zastraszania ws. leków ratujących życie?

Novartis, międzynarodowy koncern farmaceutyczny z siedzibą w Szwajcarii, stał się adresatem apelu sojuszu kampanii na rzecz zdrowia, którego członkowie wezwali przedstawicieli firmy do położenia kresu „groźbom, kłamstwu i korupcji” jakich firma ta ma dopuszczać się wobec rządów w związku z kwestią dostępności leków ratujących życie – czytamy w artykule opublikowanym na łamach „Global Justice Now”. Odezwę wystosowano przededniu dorocznego walnego zgromadzenia Novartis w szwajcarskiej Bazylei.

W biurach Novartis w Wielkiej Brytanii, Republice Południowej Afryki oraz w Malezji odbyły się akcje protestacyjne, podczas których naciskano na koncern, aby ten przestrzegał prawa krajowych rządów do korzystania z mechanizmów prawnych zwiększających dostępność niezbędnych leków. Jedną z przesłanek wysnucia takich zarzutów wobec firmy stał się niedawny wyciek zawierającego groźby listu, wysłanego w 2016 roku przez Novartis do rządu Kolumbii, w związku z ceną leku na białaczkę.

List ujawniony przez Public Eye zawiera korespondencję ówczesnego dyrektora generalnego Novartisu do prezydenta Kolumbii Juana Manuela Santosa, w którym nalega on na powstrzymanie rządu w Bogocie od skorzystania z legalnego prawa do obniżenia cen leku na białaczkę. Novartis wcześniej wycenił lek „imatnib”, sprzedawany przez koncern jako Glivec, na cenę 15 tysięcy dolarów. Szereg upublicznionych listów dostarcza przesłanek pod tezę, iż firma prowadziła celową kampanię obliczoną na zastopowanie wydania „przymusowej licencji” i obniżenie ceny leku.  W jednym z listów „Novartis próbował umyślnie wprowadzić w błąd kolumbijski rząd” sugerując, że kierunkowa decyzja w tej sprawie podważy „praworządność”. Drugi list z wiosny 2016 roku zagroził kolumbijskiemu rządowi działaniami prawnymi na drodze międzynarodowego arbitrażu inwestycyjnego (lub ISDS) jeśli sfinalizuje on zamiar z przyznaniem „przymusowej licencji”.

Skandal jaki wybuchł wraz z ujawnieniem treści tych korespondencji jest najnowszym przykładem presji, jaką napotykają rządy, próbujące zmierzyć się z wygórowanymi cenami leków utrzymywanych przez duże firmy farmaceutyczne. Zgodnie z zasadami handlu międzynarodowego, rządy krajów rozwijających się mają prawo w interesie publicznym do zrywania monopolu patentowego posiadanego przez firmy farmaceutyczne na dane lekarstwo. Umożliwia to innym podmiotom produkcję i sprzedaż tego samego leku po znacznie niższej cenie. Kraje próbujące wdrożyć jakąkolwiek elastyczność na tym polu, stają jednak w obliczu ogromnej presji ze strony firm farmaceutycznych, w tym Novartis, a także rządów krajów rozwiniętych, presji której celem jest ukrócenie tych praktyk.

W ostatnim czasie  grupa Pharmaceutical Research and Manufactures of America, której głównym członkiem jest Novartis, zwróciła się do rządu Stanów Zjednoczonych o rozważenie podjęcia działań odwetowych wobec krajów, które stawiają sobie za priorytet ułatwienie pacjentom dostępności do leków ponad prawem własności intelektualnej. W ostatnich tygodniach ujawniono również, że amerykański przedstawiciel ds. handlu, Robert Lightizer, poinformował kolumbijski rząd, że „główni interesariusze pozostają niezadowoleni” z jego polityki dotyczącej dostępu do leków.

W ramach protestu sojusz kampanii na rzecz zdrowia wysłał list do przewodniczącego Novartis, w którym poproszono go o wyrażenie zapewnienia, że nowy dyrektor generalny firmy, Vasant Narasimhan, nie użyje strategii zastraszania rządów, które „próbują chronić życie ludzi”.

Francisco Rossi, dyrektor Fundación IFARMA z Kolumbii odnosząc się do zaistniałego sporu powiedział: „Firmy farmaceutyczne twierdzą, że korzystanie z elastyczności Porozumienia Światowej Organizacji Handlu w sprawie Praw Własności Intelektualnej (TRIPS) polega na ignorowaniu lub naruszaniu systemu patentowego. To kłamstwo. Istnieją licencje, które mogą być użyte zgodnie z reżimem prawnym podmiotu. Tymczasem system opieki zdrowotnej płaci bardzo wysokie ceny za medykamenty. Błędem jest przyglądanie się kwestiom zdrowotnym w kategoriach rynku, kiedy mówimy o możliwości pogorszeniu warunków życia, a nawet śmierci”. W podobnym tonie do sprawy odnosi się Hedi Chow z brytyjskiej kampanii Global Justice Now: „Rewelacje z Kolumbii nie są odosobnionym przypadkiem, ale wzorcem zachowania Novartis w jego groźbach i nękaniu w pogoni za ogromnymi zyskami kosztem zwykłych ludzi. Państwa mają legalne prawo – a także obowiązek moralny – do korzystania z licencji przymusowych, tak aby leki były dostępne dla ich obywateli. Rządy nie powinny być nękane przez duże firmy farmaceutyczne, kiedy korzystają z własnego, legalnego prawa do zapewnienia ludziom dostępności do leków ratujących życie”.

Opracowanie i tłumaczenie: Damian Żuchowski
Zdjęcie: David Mirzoeff (Global Justice Now)
Na podstawie: GlobalJustice.org.ukPubliceye.ch
Artykuł ukazał się także na: WolneMedia.net

Opublikowano Ameryka Południowa, Europa, Prawa Człowieka | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Rząd Filipin rozszerza ataki na rdzenną ludność kraju

Przywódcy rdzennych mieszkańców Filipin, w tym pełniąca funkcję Specjalnego Sprawozdawcy ONZ ds. Rdzennej Ludności, Victoria Tauli-Corpuz, zostali umieszczeni na liście terrorystów opublikowanej 21 lutego 2017 roku przez filipińskiego prokuratora.

„Rząd Filipin regularnie i coraz bardziej nęka rdzennych mieszkańców, ale [ta decyzja] przenosi to na zupełnie nowy poziom” – komentuje te zarządzenie Julie Koch, dyrektor wykonawcza Międzynarodowej Grupy Roboczej ds. Rdzennej Ludności (IWGIA). Na liście osób postponowanych jako terroryści znalazło się kilku wieloletnich partnerów tej organizacji.

Starszy Asystent Prokuratora Peter L. Ong nazwał ponad 600 osób, ludźmi afiliowanymi przy „terrorystycznych, zakazanych organizacjach oraz/lub grupami osób związanymi z Komunistyczną Partią Filipin (CPP) i Nową Armią Ludową (NPA). Julie Koch zauważa, że publicznie napiętnowanym osobom nie pozwolono odnieść się do postawionych wobec nich oskarżeń; budzi to szczególne obawy o ich bezpieczeństwo. Jedną z organizacji współpracujących z IWGIA, a umieszczonych na prokuratorskiej liście jest Cordillera Peoples Alliance (CPA). Z imienia i nazwiska wymieniono kilku członków CPA, w tym jej współzałożycielkę, Joan Carling. W opublikowanym oświadczeniu Carling broniąc swojego dobrego imienia wyraziła nadzieję, że „będzie mogła podjąć kroki prawne w celu oczyszczenia swojego imienia i oczekuje od rządu zapewnienia bezpieczeństwa fizycznego tym spośród nich, których wymieniono…”.

Na liście znalazła się również Specjalna Sprawozdawczyni ONZ ds. Rdzennej Ludności, Victoria Tauli-Corpuz, która natychmiast po jej upublicznieniu wydała oświadczenie, w treści którego odrzuciła wszystkie oskarżenia o powiązania z Partią Komunistyczną lub Nową Armią Ludową. Oskarżenia pod adresem wywodzącej się z ludu Igorot, wysokiej urzędniczki ds. rdzennej ludności, pojawiły się w momencie gdy w ramach pełnienia swojej funkcji w ramach struktur ONZ, zbiera dane do raportu dotyczącego kryminalizacji i ataków na ludy tubylcze na Filipinach,  broniących swych praw. Do listy filipińskiego prokuratora odniosło się również Biuro Wysokiego Komisarza ds. Praw Człowieka ONZ (OHCHR), w którego oświadczeniu wyrażono przekonanie, że umieszczenie na liście Tauli-Corpuz jest odwetem za to, iż ostatnio zwróciła ona uwagę na ataki i zabójstwa rdzennej ludności Lumad na filipińskiej wyspie Mindanao.

„Jesteśmy zszokowani faktem, że specjalna sprawozdawczyni stała się obiektem ataków z powodu jej pracy na rzecz obrony rdzennej ludności” – czytamy w piśmie podpisanym przez Michela Forsta, specjalnego sprawozdawcę ds. sytuacji obrońców praw człowieka oraz Catalinę Devandas Aguilar, przewodniczącą Komitetu Koordynacyjnego ds. specjalnej procedury, opublikowanym na stronie internetowej OHCHR.

Wykreowanie listy rzekomych terrorystów zagrażających filipińskiemu państwu jest ostatnim posunięciem rządu w długim konflikcie między obrońcami ludów tubylczych, a administrację prezydenta Rodrigo Dutertre. Propagowanie „etykiety terrorystycznej” tylko pogarsza kruchy stan praw człowieka w tym kraju.

Rdzenni Mieszkańcy Filipin zwrócili się do Filipińskiej Komisji Praw Człowieka o przeprowadzenie niezależnego śledztwa w sprawie „domniemanego” nadużycia przemocy wobec rdzennej ludności wyspy Mindanao. Sojusz Plemienny Kalumaran twierdzi, że rządowy program antyrebeliancki wypędza ludzi z ziemi ich przodków.

Podczas Forum w Manilii, 20 sierpnia 2018 roku, rzecznik grupy, Kerlan Fanagel, powiedział, że co najmniej 42600 osób zostało zmuszonych do opuszczenia swoich domów z powodu trwających operacji wojskowych w obrębie ich społeczności. Grupa praw człowieka Kaparatan poinformowała z kolei, że co najmniej 34 rdzennych mieszkańców zostało zabitych od lipca 2016 roku. Jednocześnie w ramach tłumienia lokalnej świadomości rząd Dutertre zamknął co najmniej 100 plemiennych szkół. Rzecznik Sieci Obrony Szkół, Rius Valle zauważył że zamknięcie placówek edukacyjnych dotknęło co najmniej 4000 młodych ludzi.

Wszyscy zgromadzeni na forum w filipińskiej stolicy, zaprotestowali przeciwko nowemu pomysłowi prezydenta Rodrigo Dutertre, który zaproponował wypłacenie nagrody w wysokości 500 dolarów amerykańskich każdemu rdzennemu mieszkańcowi Mindanao, który zabije buntownika. Jerome Aladin Succor Aba, z grupy Sandugo, powiedział, że oferta prezydenta zachęca do zbrodni wojennych i zbrodni przeciwko niewinnym cywilom. Jeszcze przed tym spotkaniem biskup pomocniczy Manilii, Broderick Pabillo opisał ofertę Dutertre jako promocję „kultury przemocy”. „Zachęca do rozlewu krwi i ignoruje prawo każdego do właściwego procesu i rządów prawa” – powiedział przedstawiciel kościoła katolickiego.

Opracowanie: Damian Żuchowski

ŹRÓDŁA:

Philippines: Distressing terrorist accusations against UN expert on indigenous peoples’ rights and indigenous leaders
https://www.iwgia.org/en/news/3237-philippines-distressing-terrorist-accusations-against-un-expert-on-indigenous-peoples-rights-and-indigenous-leaders

Accusations against UN expert a retaliation by Philippines, say fellow rapporteurs
http://www.ohchr.org/EN/NewsEvents/Pages/DisplayNews.aspx?NewsID=22783&LangID=E

Tribal groups seek probe into Mindanao rights violations
https://www.ucanews.com/news/tribal-groups-seek-probe-into-mindanao-rights-violations/81585

 

Opublikowano Azja, Prawa Człowieka | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Wylesianie i obrona praw społecznych w Molukach Północnych

Głęboko w bujnych lasach tropikalnych wyspy Halmahera na dalekim wschodzie Indonezji, w Północnych Molukach, żyje rdzenne plemię, którego egzystencja tak blisko splotła się z otaczającym środowiskiem, że sami nazywają siebie po prostu O’Hangana Manyawa – ludźmi, którzy mieszkają w lesie.

Przez osoby z zewnątrz identyfikowane jako ludzie z lasu Tobelo, plemię wierzy, że lasy są domem ich przodków i dlatego nie mogą zostać zniszczone. Konieczność ta jest również głęboko związana z półwędrownym trybem ich życia, zależnego od pór roku i zwierząt. Według Sojuszu Ludów Tubylczych (AMAN), największej grupy wspierającej rdzenne plemiona w Indonezji, plemię mieszka na terytorium o powierzchni 265 kilometrów kwadratowych, ale obszar ten szybko maleje. W latach 1980. część ich lasów została przeznaczona na rządowy program transmigracji, w ramach którego mieszkańcy gęsto zaludnionych wysp, w tym w szczególności Jawy, zostali przesiedleni do mniej zaludnionych części kraju, w tym do prowincji Północnych Moluk, której częścią jest Halmahera. Proces ten wymownie komentuje Madiki, przywódca ludu z Lasu Tobelo: „Nasze lasy społecznościowe są wycinane w ramach programu transmigracji. Kiedy rząd chciał uruchomić tutaj program transmigracyjny, nigdy z nam się nie skonsultował”.

Plemię zostało wysiedlone z tradycyjnego obszaru, bez prawnego uznania ich roszczeń do ziemi. Ci, którzy oparli się, stanęli w obliczu nowych zagrożeń, w tym nielegalnego wyrębu lasów na ziemiach przodków. Osoby postronne, które wkraczają na terytoria rdzennych społeczności by wycinać drzewa, na sprzedaży metra sześciennego drewna zarabiają co najmniej milion rupii indonezyjskich. „Jeśli oszacujemy, że w ciągu 3-4 dni pozyskamy 10 metrów sześciennych, to od 10 do 15 milionów rupii (od 727 do 1090 dolarów amerykańskich) pochodzi z ziemi rdzennych mieszkańców” – zauważył w 2015 roku, Albert Ngingi, działacz AMAN.

Według Munadi Kilkoda z oddziału AMAN w Molukach Północnych, większe zagrożenie pochodzi w rzeczywistości ze strony ekspansji przemysłowej. Co najmniej dwie firmy górnicze, PT Roda Nusantara oraz PT Indo Bumi Nikel działają na terenie ziemi przodków ludu z Lasu Tobelo. PT Roda Nusantara zajmuje powierzchnię 695 hektarów obszaru lasu Tobelo, podczas gdy koncesja PT Indo Bumi Nikel pokrywa się z 11 hektarami tradycyjnego obszaru.

„Być może w tej chwili zniszczenie lasów i degradacja środowiska nie są jeszcze widoczne” – mówi Munadi – ale w przyszłości jest pewne, że rzeki, które są nadal czyste i służą ludziom z lasu Tobelo, zostaną skażone działalnością górniczą”. Zagrożenie ekspansją przemysłową wykracza poza terytorium lasu Tobelo. Ponad jedna trzecia całkowitej powierzchni Moluk Północnych została przeznaczona pod dzierżawę górniczą. Na samej Halmaherze istnieje 335 umów dzierżawy, w tym cztery dotyczące oleju palmowego i setka koncesji na wyrąb lasu. „Zagrożenie jest prawdziwe – komentuje Munadi. „Wiele obszarów jest zdegradowanych przez działalność firm wydobywczych korzystających z licencji wydawanych przez rząd”.

Wylesianie w Molukach Północnych wzrasta. Niedawny raport organizacji monitorującej środowisko, Forest Watch Indonesia (FWI) pokazuje, że w latach 2013-2016 prowincja straciła 520 kilometrów kwadratowych lasów, czyli dwukrotnie więcej niż w latach 2009-2013. Znajdujące się do tej pory na uboczu zainteresowania gospodarczego, regiony wschodniej Indonezji, z relatywnie dużymi powierzchniami niezniszczonych lasów deszczowych, coraz częściej poddawane są wylesianiu, wraz z tym jak inwestorzy i programiści spoglądają poza wyeksploatowane krajobrazy Sumatry i Borneo. Działacz FWI, Agung Ady Setyawan postrzega ten proces jako wielkie zagrożenie.

Kiedy inwestorzy składają wnioski o koncesję, mają przygotowane mapy, którymi lokalne społeczności zazwyczaj nie dysponują. Stawia ich to w niekorzystnym położeniu, pomimo tego, że ich obecność w danym obszarze jest stwierdzona jeszcze przed powstaniem państwa indonezyjskiego. Aby zaradzić temu problemowi, grupy takie jak lud Lasu Tobelo skrupulatnie badają swoją historię, przeprowadzają ankiety i w ramach procesu partycypacyjnego kreślą granice tego, co uważają za swoje ziemie.

AMAN opracował również system monitorowania, dzięki któremu lud Lasu Tobelo, może wysyłać wiadomości tekstowe, zgłaszając wszelkie zagrażające im nielegalne działania. Zaopatrzeni w mapy partycypacyjne oraz system monitorowania, rdzenni mieszkańcy Lasu Tobelo mają nadzieję, że będą mogli bronić swoich praw do życia w lasach, które od pokoleń nazywali własnymi. „Będę chronić drzewa i ziemię, bo to dziedzictwo naszych rodziców. Jeśli ziemia i lasu znikną, co jeszcze będę miał? Moje dzieci i wnuki będą cierpiały. Muszę ich chronić” – powiedział jeden z członków ludu z Lasu Tobelo.

Tłumaczenie i kompilacja: Damian Żuchowski
Źródło oryginalne: Hans Nicholas Jong, In eastern Indonesia, a forest tribe pushes back against miners and loggers

iva.aippnet.org

news.mongabay.com

Opublikowano Azja | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Rząd Filipin stygmatyzuje rdzenną ludność Lumad

Rząd Filipin stygmatyzuje aktywistów należących do rdzennych społeczności Lumad jako terrorystów, dając przyzwolenie na arbitralne aresztowania i pozasądowe zabójstwa – przestrzega Pam Tau Lee, przewodnicząca Międzynarodowej Koalicji na rzecz Praw Człowieka w Filipinach (ICHRP). Po rozprawieniu się z islamskimi bojownikami z grupy Maute w mieście Marawi, filipiński rząd cieszy się obecnie przyzwoleniem międzynarodowych obserwatorów na zaprowadzenie własnych porządków na Mindanao, na każdym odcinku życia społecznego i gospodarczego.

Lumadowie są rdzennymi mieszkańcami Mindanao, południowego regionu Filipin. Termin Lumad jest skrótem od Katawhang Lumad (dosłownie rdzenni mieszkańcy). Został on przyjęty przez delegatów Ludowej Federacji Lumad z Mindanao w dniu 26 czerwca 1986 roku. Ta wspólna identyfikacja wyłoniła się z politycznego przebudzenia lokalnych plemion w czasach stanu wojennego reżimu prezydenta Marcosa i odzwierciedla ona zbiorową tożsamość 18 grup etnicznych Lumad. Głównym celem zorganizowanego wówczas zgromadzenia było osiągnięcie samostanowienia i samorządu miejscowych plemion w domenie ich przodków, zgodnie z ich kulturą oraz prawami zwyczajowymi.

Tradycyjna koncepcja własności ziemi wśród społeczności Lumad opiera się na własności komunalno-prywatnej. Członkowie poszczególnych wspólnot mają prawo do korzystania z dowolnego kawałka niezajętej jeszcze ziemi w granicach obszaru danej gminy. Kraina przodków Lumad zawiera w swych granicach lasy deszczowe, tereny łowieckie, grunty uprawne i nieuprawne, a także ukryte pod ziemią pożądane przez przemysł surowce naturalne (miedź, nikiel, złoto, chromit, węgiel, gaz).

Przez ostatnie dziesięciolecia Lumadowie byli zmuszeni do fizycznej obrony własnych praw do kontrolowania ziemi przodków przez rabunkami i militaryzacją, ze strony korporacji i sił rządowych. Niezdolni do trwałego oporu wobec potężnego sojuszu wojska i spekulantów, Lumadowie musieli uciekać z tradycyjnych terenów swoich społeczności. Wiele spośród ich ziem zajęły międzynarodowe firmy i korporacje trudniące się wyrębem lasów i pozyskaniem drewna. Dobrze sytuowani migranci z innych części Filipin oraz zagraniczne koncerny sadzą w tym regionie monokulturowe uprawy oleju palmowego, bananów, gumy i ananasów.

Lumadowie, nie rozumiejący początkowo zewnętrznego i sankcjonowanego przez rząd w Manilli, systemu dzierżawy gruntów, utworzyli szkoły w swoich społecznościach dostarczając niezbędnej wiedzy dzieciom i dorosłym na temat ochrony ich praw, własności i kultury. Jakkolwiek szkoły te, stanowiąc pole dla fermentacji umysłów i wzrostu świadomości, zawsze były w niesmak rządowym notablom, teraz prezydent Rodrigo Dutertre podjął bezprecedensowy krok w kierunku ich zamknięcia. Cedując te przedsięwzięcie na barki Departamentu Edukacji, zachęca do aresztowania i zabijania nauczycieli społeczności Lumad.

Historia przemocy i pozasądowych zabójstw członków wspólnot Lumad przez filipińskich żołnierzy, a także przez paramilitarne bojówki i członków prywatnych sił bezpieczeństwa współpracujących z rządem lub koncernami, jest długa, zaś liczba ofiar liczona w setkach. Tysiące osób było aresztowanych i torturowanych. Obecnie Mindanao należy do jednych z najbardziej zmilitaryzowanych obszarów Azji Wschodniej. Stacjonuje tu 56% żołnierzy filipińskich.

Wielu Lumadów poszukuje dziś schronienia i bezpieczeństwa w ośrodkach ewakuacyjnych, gdzie obok innych ofiar wojny żyją stłoczeni na małych przestrzeniach, pozbawieni żywności oraz właściwych warunków sanitarnych. Dodatkowo wciąż zmagają się z nękaniem ze strony lokalnej policji oraz molestowaniem seksualnym.

Rodrigo Dutertre wsparty i wyróżniony przez niedawną wizytę na Filipinach, prezydenta USA, Donalda Trumpa, otrzymał od niego zapewnienie o zwiększeniu dotacji w ramach amerykańskich funduszy wojskowych dla Filipin. Sławiący się szczególnie brutalnym językiem, a także otwartymi przemowami do żołnierzy, w trakcie których zachęca ich do nie zważania na kwestię ochrony praw człowieka, stosunkowo niedawno wybrany prezydent Filipin, wprowadził stan wojenny na całej wyspie Mindanao. Jak stwierdza Pam Tau Lee „pod płaszczykiem wojny z terroryzmem i narkotykami, uruchomił otwarte ataki na działaczy społecznych na całych Filipinach, w tym na ludy Lumad”.

Ucisk wywołuje opór. Lumadowie zorganizowali akcje protestacyjne przeciwko górnictwu, pozasądowym zabójstwom oraz militaryzacji ich społeczności. Współorganizowali także karawanę „Manilakbayan” z Mindanao do Manili, gdzie demonstrowali w jedności z członkami ludu Moro i społecznościami chłopskimi. Niektórzy członkowie społeczności Lumad w odpowiedzi na represje rozważają czasami dołączenie do Nowej Armii Ludowej, wyrażając gotowość do stawienia fizycznego oporu filipińskiej armii. Walka społeczności Lumad przybiera wiele form – a wraz nasileniem się represji państwowych i inwazji na ziemie przodków, opór ten wzrasta i będzie wzrastał.

W październiku 2016 roku członkowie społeczności Lumad wysłali gest solidarnościowy do plemion i strażników wody ze Standing Rock w USA, rozumiejąc, że opór ten, podobnie jak ich walka, stanowi powszechną walkę w obronie ziem rdzennych społeczności na całej Ziemi.

Międzynarodowa Międzywyznaniowa Misja Humanitarna 3.0 proponuje obecnie następujące wsparcie dla ofiar operacji militarnych w mieście Marawi: kontynuowanie dotychczasowej pomocy, usługi medyczne a także interwencje psychospołeczne dla ofiar, sprawiedliwe odzyskiwanie i naprawianie zniszczonych domów i nieruchomości, obciążenie Dutertre odpowiedzialnością za śmierć, wysiedlenie mieszkańców oraz zniszczenie miasta Marawi, a także umożliwienie powrotu mieszkańcom do swych pierwotnych społeczności, a nie do nowego. narzuconego systemu rozwoju nastawionego na zysk.

Tłumaczenie i Opracowanie: Damian Żuchowski
Na podstawie: IntercontinentalCry.orgOpinion.Inquirer.net

Artykuł ukazał się także na wolnemedia.net

Opublikowano Azja, Prawa Człowieka, Wojna i Przemoc | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz